close

  • Polsce – służyć, Europę – tworzyć, Świat – rozumieć

     

  • ARCHIWUM 2014

  • 14 grudnia 2014

    Dwie ciężarówki z 40 tonami przedmiotów pierwszej potrzeby dotarły do nowego obozu w prowincji Dohuk. Polacy po raz kolejny wyciągnęli pomocną dłoń.

    foto: Piotr Prudzyński, Direx; rozładunek w obozie w porwincji Dohuk

    foto: Piotr Prudzyński, Direx; rozładunek w obozie w prowincji Dohuk

     

    Konwój szczelnie wypełniony 678 materacami, 473 pudłami z ciepłymi ubraniami, czapkami i kocami oraz 250 łóżkami dla dzieci przybył do prowincji Dohuk, do powstałego tam kolejnego obozu dla uchodźców, jednego z dwudziestu podobnych w tym rejonie. Dary z Polski osobiście wydawał  ks. Tomasz Jegierski z Fundacji SOS  dla Życia. Towarzyszyła mu konsul Renata Trzcińska oraz właściciel firmy transportowej Direx, Piotr Prudzyński. Fundacja SOS dla Życia przygotowała i dostarczyła pomoc przy współfinansowaniu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, utrzymującego od lat partnerskie stosunki z irackim Kurdystanem. Z Fundacją współpracowała miejscowa Fundacja Barzani. Jak mówi ks. Jegierski  - to nie ostatni transport do Kurdystanu. Już następny, z ubraniami i żywnością jest przygotowywany w Polsce.

     

    Położony w prowincji Dohuk, przy drodze do Zakho, nowy obóz został wybudowany na prywatnym terenie, nieodpłatnie użyczonym przez właściciela. Tak pomagają miejscowi ludzie. Robią też paczki z najpotrzebniejszymi rzeczami, które przekazują do administracji obozów. Pieniądze rządowe dawno się skończyły, więc władze lokalne muszą sobie radzić same, aby zapewnić uchodźcom dach nad głową i pożywienie. Obozy są planowane na ok. 800 rodzin, co oznacza 4-6 tysięcy osób w każdym z nich. Dorośli uchodźcy pozostają bez pracy, a dzieci bez szkół.

     

    Jak wygląda taki obóz? Otoczony ogrodzeniem teren. Wewnątrz baraki, jeden obok drugiego oraz naprzeciwko. Jeden z nich przeznaczony na biuro zarządu obozu, kilka innych na magazyny. Pozostałe to „mieszkania” dla rodzin uchodźców. Każdy barak posiada pokój przeznaczony na sypialnię dla ok. siedmiu osób, przedpokój z miejscem na kuchnię oraz oddzielne pomieszczenie na łazienkę. Już mają swoich lokatorów, choć nie są jeszcze umeblowane, nie mają ani klimatyzatorów, ani grzejników. Są jedynie koce z polskich darów. Co jakiś czas przyjeżdża samochód z produktami spożywczymi. Wodę do picia czerpie się z cystern. A za oknami zima, która w górzystej prowincji Dohuk daje się mocno we znaki. Już w czasie rozładunku ciężarówek zacinał intensywny deszcz i wiał silny wiatr. Opatuleni w szaliki, z czapkami na głowach przedstawiciele darczyńców przekazywali pomoc prosto z samochodów ludziom jedynie w klapkach na nogach i letnich swetrach. Widok, którego nie sposób będzie zapomnieć: przemarznięci uchodźcy brodzący w błocie, trzymający w wyciągniętych rękach kwitki upoważniającymi do otrzymania darów. W oczach bieda, na twarzach smutek i zagubienie.


    A gdzieś wysoko w górach słońce stara się przebić przez kłębiące się chmury. Czy to zapowiedź poprawy sytuacji?

     

    zapraszamy do fotogalerii >>>

     


     

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: